|
Dnia pewnego wybrałem się do centrum handlowego Stary Browar gdzie postanowiłem wpaść do Mega Avansu aby popatrzeć na ich ofertę. Powoli rozglądam się za jakimś fajnym sprzętem do grania więc chciałem zobaczyć co się w mega avansie akurat oferuje. Były jakieś promocje na wybrane zestawy wzmacniaczy i głośników, zatrzymałem się przed jednym i postanowiłem sprawdzić jak jego cena wypada na tle ofert w internecie. Wyciągnąłem telefon komórkowy i zacząłem wyszukiwać cen tego zestawu. Po dłuższej chwili przede mną zjawił się pracownik Avansu z zapytaniem, czy może w czymś pomóc, na co ja grzecznie odpowiedziałem: nie, dziękuję, poradzę sobię. To jednak nie zraziło owego pana, bo po chwili znów stwierdził, że on mi chętnie pomoże. Dalsze zapewnienia o tym, że poradze sobie sam nie poskutkowały. Zainteresował się on moją komórką i tym, co w niej robię, zapytał czy chce sprawdzić cenę tego zestawu gdzie indziej, na co ja odpowiedziałem - szczerze i otwarcie - że tak. Na to on, że nie wolno i będzie musiał mnie poprosić żebym tego nie robił, wspominał coś o tym że poza tym on nie wie czy ja nie jestem z konkurencji i nie spisuje cen. Trzeba przyznać, że po takiej reakcji można się poczuć jak najgorszego pokroju oszust. Po rozmowie z innymi członkami obsługi, już nie tak narwanymi jak ten pan dowiedziałem się, że niedozwolone na terenie sklepu jest wynotowywanie cen konkretnych artykułów, robienie im zdjęć czy jakiekolwiek podobne działania mające na celu wyniesienie danych o cenie sprzętu poza sklep. Pomijam w tym momencie fakt, że nie jest niczyim zakichanym interesem to, co ja robie we własnej komórce i czy taki ktoś ma prawo mi cokolwiek zabronić. Pominę również to, że stojąc sobie z telefonem i sprawdzając cenę zestawu nie wklepałem tam w żadnym momencie jego ceny ani nie zrobiłem jej zdjęcia. Nie ma żadnego regulaminu, na który wyraża się zgodę wchodząc do sklepu, który regulowałby w jakikolwiek sposób tego typu zachowania w tym sklepie. Działania tego pana były zatem pozbawione jakichkolwiek znamion kompetencji, są wręcz bezprawne tak samo, jak praktyki i zasady Mega Avansu co do poufności swoich cen. Bzdurność i naiwność tych zasad podkreśla fakt, że istnieją setki sposobów na wyciągnięcie tych cen od Avansu. A mnóstwo z tych sposobów byłoby dyskretniejsze niż stanie na środku sklepu, gapienie się w etykietkę zestawu i wbijanie jego nazwy i modelu do komórki. Oczywistym jest, że firma liczy na to, że nieświadomy klient, który zobaczy żółtą lub czerwoną plakietkę z napisem PROMOCJA, wraz ze skreśloną, z sufitu wziętą ceną i niżej napisaną o połowę niższą zaraz pobiegnie do kasy wyrzucać oszczędności na coś, co niestety często może kupić za pośrednictwem internetu znacznie taniej. Taka praktyka jest raczej oczywista, jednak zupełna ostentacja w obronie jej działania poprzez zabranianie klientom porównywania cen, jest żenująca, jeśli nie bezczelna. Ów pan z obsługi wolał, jak zapewne firma mu każe, sprawić żebym poczuł się jak podły oszust niż stawić czoła cenowej konkurencji, wobec której - kto wie - jego sklep mógł wyjść obronną ręką a ja - z kupionym tam sprzętem grającym. Mam świadomość, że Mega Avans nie jest najbardziej atrakcyjnym cenowo sklepem do kupowania RTV i AGD jednak chciałem się przekonać, że w kwestii promocji mogą się pokazać z lepszej strony. Jak na ironię, brawurowa interwencja pana z obsługi sklepu przekonała mnie że jest to sklep, w którym nawet baterii do pilota nie warto kupować.
|
|