|
Podzielę się przygodą walentynkową. Razem z narzeczoną postanowiliśmy spędzić ten wyjątkowy wieczór w przybytku o nazwie Karczma Polska (Łódź, al. Włókniarzy 209). Mieliśmy tam zarezerwowany stolik na godzinę 20... Wchodzimy, przedstawiamy się - pierwszy mały zgrzyt, kelnerka nie może nas znaleźć w spisie rezerwacji, ale po chwili na jej oblicze wraca uśmiech i gościnnym gestem zaprasza nas do stolika, przy którym... siedzi para młodych ludzi i czule gaworzy. Zdębieliśmy. Spojrzeliśmy po sobie, następnie wytężyliśmy wzrok spodziewając się, że w okolicach zakochanych ujrzymy stoliczek dla nas. Ale nie, był tylko ten stolik, wedle nas ZAJĘTY. Wracamy do przemiłej kelnerki i pytamy czy aby na pewno mamy dzielić stolik z inną parą... Na co ona radośnie stwierdza, że tak. Co było robić, wyszliśmy!!!
Nie polecamy tego miejsca - uważamy takie podejście do klienta za wysoce skandaliczne i nieodpowiednie... Ciężko nam uwierzyć, że ktoś mógł pomyśleć że jakaś para miałaby ochotę spędzać Walentynki PRZY JEDNYM STOLIKU z jakąś inną, nieznaną parą... Cóż za brak wyobraźni! A może zwykłe buractwo...?
Z poważaniem
Jacek
P.S. Założyliśmy w tej sprawie mały wątek na forum "savoir vivre" na portalu gazeta.pl!
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=75722902
|
|