|
Twór mieniący się operatorem telekomunikacyjnym i agresywnie promującym w reklamach, w rzeczywistości jakiś oniryczny wyprysk na rzeczywistości. Zakręcony tekst? Bo adekwatny do TELE 2. Bo ja już nic nie pojmuję. Ale do rzeczy. O tej firmie słyszałem wiele, między innymi za sprawą słynnych reportaży w TVN, jak to wystarczy przelotny nawet kontakt z przedstawicielstwami, by stać się klientem. Coś jak zaraza przenoszona drogą kropelkową. Tyle że ja... chciałem zostać klientem TELE 2! Bo jakoś tak mam awersję do „tepsy”, z wielu powodów, a na innego operatora liczyć nie mogłem, jako że mieszkam w ścisłym centrum sporego miasta (jeszcze niedawno wojewódzkiego, obecnie pod okupacją katowicką). Paradoks? Nie – druta miała tylko monopolistyczna i nikomu nie oddawała guzika. Ani przejścia przez studzienki. Siłą rzeczy alternatywą było TELE 2, które jako jedyne wtedy oferowało usługi po drucie „tepsy”. Akurat promowali niebiesko-żółto, że wakacyjna oferta, że jeszcze Internet i takie tam wspaniałości. No to telefon do ręki, chwila wahania.. a co tam, przecież ja chcę zostać klientem TELE 2! Miła rozmowa, rejestracja i mam czekać, aż sprawdzą możliwości techniczne. Faktycznie sprawdzili, bo już kilka dni później inny miły głos stwierdził, że wszystko jest pięknie, że już-tuż, że tylko mam się zgodzić na umowę. No jasne, że się godzę. Więc od tego momentu będą nagrywać i tak dalej. Tak, chcę być klientem TELE 2, wszak już mówiłem! Miało być, że do dwóch (góra) tygodni przyjedzie kurier z umową, ja ją podpiszę i... już. Proste, jak zarażenie ebolą. To znaczy nie tak hop-siup, bo jeszcze trzeba odłączyć TP SA, ale to chwila moment, a mogę używać selekcji itp. Nim minie miesiąc będzie sygnał DSL na drucie. Czy chcę być klientem TELE 2? Tak, cholera, chcę! Się nagrało... Minął tydzień, drugi, trzeci? Dzwonię ponownie. Ależ oczywiście, ależ słodki głosik, chwilowe opóźnienie, ble, ble, ble. Czy... Tak, jasny gwint, chcę być tym #%$2 klientem TELE 2! Po kolejnych dwóch tygodniach to miała być wina... firmy kurierskiej, która podobno nie wyrabiała z przesyłkami. Sama Pani Kierownik (czy podobny twór personalny) się zadeklarowała, że dopilnuje i już na pewno bo przecież ja chcę być ich klientem. Tak, %$#&*, chcę %$#&*, być %$#&* klientem TELE 2! %$#&*, %$#&* i jeszcze raz %$#&*! Chcę nim być! I nadal nie jestem. Potem już tylko radośnie rechotałem na widok kolejnych reklam, kolejnych promocji itp. Po dwóch miesiącach się rynek zderegulował i kolejni operatorzy mogli zacząć działać na liniach „tepsy”. Z czego skorzystałem. A TELE 2? Cóż... pewnie dalej wysyła mi umowę, a wszystkiemu winna jest zapewne firma kurierska. Biedactwa. Morał jest prosty – jeżeli firma nawet nie potrafi zadbać o podpisanie umowy z klientem, który gorąco tego pragnie, jest wprost napalony na wrzucanie pieniędzy do ich kieszeni, to co mówić o całej reszcie.
|
|